Ogarnąć chaos

Na razie Pistons nie kolekcjonują zbyt wielu zwycięstw. Ale na pewno nie można powiedzieć, że jest nudno. Ostatni sezon to był rollercoaster, trzy sezony skompresowane w jeden. Od wielkiej smuty Josha Smitha i sięgnięcia dna, do odrodzenia pod przewodnictwem Brandona Jenningsa, po przybycie Reggiego Jacksona i wkręcenie się w pick & roll z Drummondem ... uff!! Żeby podtrzymać temperaturę, z początkiem wakacji Stan Van Gundy wykonał kilka śmiałych ruchów.

1. Stanley Johnson z ósmego miejsca to bardzo dobry wybór. Niektórzy skauci pozycjonują Johnsona w Top 3, Top 4 draftu. Ale wydawało się, że graczem, którego gwiazda świeciła jaśniej był Justin Winslow z Duke. Winslow ma podobne atuty fizyczne co Johnson i daje więcej w ataku, gdzie wygląda jak młodsza wersja Jamesa Hardena. Winslow w końcu zsunął się do Miami z nr. 10. Także nie tylko Detroit nie było do niego przekonane. Na razie Johnson jest najlepszym rookie w Summer League (Karl Anthony Towns i Jahlil Okafor dopiero zaczęli grać). Właśnie wyszedł zwycięzką ręką ze spotkania z Winslowem, z którym z resztą się przyjaźni:


2. Pistons chcieli podpisać Reggiego Jacksona. Wiedzieli, że obie strony są zainteresowane i nie kryli się z zamiarem wyrównania jakiejkolwiek oferty. Byli do tego stopnia jednoznaczni, że nie czekali nawet na inne kluby, które i tak pewnie nie pokusiłyby się o licytację z Pistons. Stan Van Gundy szybko zaproponował Reggiemu 80mln$ za 5 lat. Zapewne stawia na potencjał Jacksona jako idealnego partnera pick & roll dla Drummonda, dobrego obrońcy i dystrybutora. Analiza gry Jacksona w Detroit każe optymistycznie patrzeć na perspektywy rozwoju młodego gracza. Ale w końcu Rodney Stuckey też miał być PG przyszłości (btw. zaliczył świetny sezon z Pacers). Jackson ma nie tylko zaufanie coacha/GMa ale również, w przeciwieństwie do Stuckey, skład dopasowany do jego potrzeb i jasne oczekiwania co do roli. Jackson wygląda obiecująco, ale na razie to jednak tylko obietnica. Ciekawie będzie obserwować jego rozwój i walkę o uznanie pośród najlepszych na najsilniejszej pozycji w lidze.

3. Greg Monroe przeprowadza się do Milwaukee. Napiszę jeszcze wyczerpujące referencje dla gracza, którego zawsze ceniłem i będę mu kibicował gdziekolwiek pójdzie. Powrót Monroe do Detroit wydawał się mało realny odkąd przyjął w zeszłym roku ofertę kwalifikowaną żeby w końcu uzyskać swobodę wyboru. Jednak samo podpisanie tylko rocznego przedłużenia nie musiało być jednoznaczne. Monroe mógł dać sobie swobodę i liczyć, że zdopinguje również swój dotychczasowy klub. Tymczasem powoli ale nieubłaganie Van Gundy lgnie w kierunku systemu 1- 4. Nie ma tam miejsca na dwie wieże. Jak pisałem powyżej, Pistons do tego stopnia zakochali się w pick & roll Jacksona z Drummondem, że nie pozostało im nic jak otoczyć ich wianuszkiem strzelców i obrońców.

4. ... i tak też zrobili. Potrzebny PF rzucający trójki? Jest Ersan Ilyasova. Po słabszym sezonie 2013/14, w zeszłym roku wrócił do formy i trafiał ponad 47% z gry i 39% zza łuku. Jego kontrakt trwa jeszcze dwa lata, podczas których zarobi odpowiednio 7,9 i 8,4 mln. USD. Nie obciąży więc  zbytnio budżetu, a daje zabezpieczenie jako potencjalny wychodzący lub zmiennik na czwórce.
Nie mamy niskiego skrzydłowego (Caron Butler i Shawme Williams powędrowali do Milwaukee)? Zróbmy więc operacje rozdzielania bliźniąt! I tak Marcus Morris niedługo wyląduje w Motown. Morris gra jako 3 lub 4. Nikogo nie powali statystykami na poziomie 10 pkt, 5 zb., ale nie grywał dużo - najwięcej w zeszłym sezonem, średnio 25min.  Dobrze broni i ma potencjał jako gracz pick & pop. Van Gundy wzmocnił też pozycję centra dodając Arona Baynesa - dobry, aczkolwiek zbyt kosztowny (znów hojność Stana) ruch. Podpisał też na kolejne dwa lata Joela Anthony'ego.

Generalnie uważam ruchy Pistons za dobre i logiczne wybory. Liczyłem jednak, że uda się podpisać zawodnika, który umie wziąć ciężar gry na siebie. Wielu fanów sądziło, że Tobias Harris z Orlando był do wzięcia. Draymond Green pozostawał w sferze marzeń. Ale niechciani w swoich klubach weterani? David Lee, Luis Scola, Joe Johnson ... Pistons mają szansę być zespołem, którego elementy wreszcie pasują do siebie, a młodzi gracze będą tylko lepsi. Ale obawiam się, że obecna sytuacja kładzie zbyt duży ciężar na barkach Andre Drummonda i Reggiego Jacksona. Jedynym zawodnikiem zdolnym do samodzielnego kreowania ofensywy pozostaje Brandon Jennings, który znajduje się w ciekawej sytuacji. Leczy kontuzję, a jak wróci do formy, ma szansę być super zmiennikiem. Czy zaakceptuje taką rolę ...? Pistons w takim kształcie mają zadatki na solidny zespół, ale ile zwycięstw w nadchodzącym sezonie nam to przyniesie?

Stanley Johnson: Detroit vs. Everybody


Czas zdmuchnąć kurz i zapiąć pasy. Wracamy!! W kolejnych postach wprowadźmy się w klimat jednego z moich ulubionych okresów w sezonie NBA, czyli po sezonie ... To wtedy wyobraźnia może pracować najintensywniej, a wszystko wydaje się, jak nie prawdopodobne, to przynajmniej możliwe.

A w realu już dużo się dzieje, co nie było przez ostatnie lata domeną w Detroit. Teraz sprawy nabierają tempa. Można przejmować się kolejnym, raczej nieudanym sezonem, albo ze wzruszeniem oglądać historyczne wyczyny Brandona Jenningsa. Ale po co? Jest bardzo prawdopodobne, że ta drużyna za chwile będzie kompletnie odmieniona. Jennings? Na razie jest chyba drugim PG i leczy kontuzje. Stan Van Gundy chwali Reggiego Jacksona, ale trudno przypuszczać aby Jackson, zastrzeżony wolny agent, mógł być pewien swojej przyszłości. Nikt, pewnie poza Andre Drummondem, nie jest nietykalny. A Greg Monroe najprawdopodobniej odejdzie i, słusznie czy nie, Van Gundy chyba nie stara się go zatrzymać za wszelką cenę.

***

Tymczasem wczoraj odbył się draft A.D. 2015. Pisząc krótko, Pistons wzięli gracza, którego chcieli i z którym byli łączeni już od dłuższego czasu. Panie i Panowie, oto Stanley Johnson!! Niski skrzydłowy, doskonałe warunki fizyczne - 200 cm, 110 kg (But belive you me, it's all muscle...), dobry obrońca, którego główną siłą w ofensywie jest atak po koźle. Lubi kończyć z krótszego lub dłuższego półdystansu. Nie waha się też wchodzić w kontakt atakując obręcz. Odnosił sukcesy drużynowe na poziomie szkoły średniej i w college'u, a jego Arizona Wildcats czerpali inspirację z Pistons czasów Bad Boys. Pewny siebie, waleczny, ma dopiero 19 lat ... A oto co piszą eksperci nbadraft.net

Johnson nie rozwiąże zapewne problemu na obwodzie, ale nie zaszkodzi. Jeżeli będzie grał z poświęceniem i zaangażowaniem, powinien wnieść wartość dodaną, zwłaszcza po bronionej stronie. Wzmocnienie obwodu jest priorytetem, tym bardziej, że po podpisaniu Ersana Ilyasovy drużyna coraz bardziej zbliża się do modelu 4 - 1 z jednym podkoszowym i rzucającym z dystansu silnym skrzydłowym. Jeżeli Ilyasova umie rzucać, czym rozciąga strefę, Johnson umie biegać, ścinać i szybko doskakiwać do przeciwników, z których zapewne niewielu będzie potrafiło go przepchnąć. Miejmy nadzieję, że swoją postawą przyczyni się do odbudowy tożsamości Pistons. Wygląda obiecująco.


Sprawdźcie co powiedział zaraz po zejściu z podium;-))


Z nr 38 trafił do Motown Darrun Hilliard. Spędził 4 lata na uniwersytecie Villanova. Wysoki rzucajacy obrońca w ostatnich dwóch latach rzucał po 14 pkt, w tym trójkę ze skutecznością 40%. Jeżeli w Detroit będzie mu szło równie dobrze, na pewno się przyda. Powodzenia!!

Prawdziwa nadzieja

Przez ostatnie chude lata cały czas wierzyłem w kolejne wcielenia Pistons. Oczywiście, nie że osiągną jakiś elitarny poziom. Ale solidność, play off z któregoś z ostatnich miejsc ...? Wydawało mi się to realistyczne. Pewnie niejednokrotnie przeceniałem możliwości poszczególnych graczy. Jak się przygląda zbyt uważnie, traci się z oczu kontekst. Stuckey to nie Westbrook, Singler nie będzie super strzelcem jak jego starszy kolega z Duke, JJ Redick, T-Mac nie miał jednak renesansu kariery a'la Grant Hill. Wielu innych było albo za starych, albo za młodych, żeby prowadzić drużynę do sukcesu. Ale mimo tego, największym rozczarowaniem było jak Pistons prezentowali się jako drużyna. Wydawało się, że nie umieją czerpać nawet z tej szczupłej puli talentu, którą mają do dyspozycji.

Ostatnio Stan Van Gundy powiedział, że nie skupia się tak bardzo na play off, jak na stałym rozwoju. Gdybym usłyszał to z ust Lawrence'a Franka czy  Joe Dumarsa wydawałoby mi się to fałszywe i irytujące. Ale nie obecnie. Van Gundy i jego sztab ustawiają drużynę na długotrwały sukces i stopniowy wzrost. Jak więc oceniać sezon AD 2014/15 w wykonaniu Pistons? Spróbujmy ogarnąć ten rollercoaster. 

Do Świąt Pistons mieli bilans 5 - 23 i nie było nadziei na poprawę. Po oddaniu Josha Smitha, kiedy wydawało się, że stawiamy na rozwój młodzieży  i powolną przebudowę, ekipa, prowadzona przez Brandona Jenningsa wykręciła bilans 12 - 3. Znów pojawiła się nadzieja, a odejście Grega Monroe wydawało się mniej oczywiste. Btw, Monroe stał się po odejściu Smitha regularnym playmakerem z high post i kręcił statystyki na poziomie 20 -10. Wreszcie zobaczyliśmy reprezentatywną próbę projektu DrumRoe. Moose dobrze współpracował z Dre, a jednocześnie często grali osobno z rzucającym graczem na czwórce. Van Gundy uszczelnił obronę, a w ataku uprościł sprawy spuszczając ze smyczy Jenningsa. Ofensywa Pistons momentami zaczęła przypominać atak Phoenix Suns pod wodzą Mike'a D'Antoniego, a Jennings został pierwszym graczem od czasów Steve'a Nasha który zaliczył jednocześnie ponad 20 punktów i asyst. Jodie Meeks wrócił do zdrowia i do formy, a pozyskany po cichu Anthony Tolliver idealnie odnalazł się w roli stretch four. Wydawało się, że Van Gundy ustawił graczy w dogodnych dla nich pozycjach, czego nie było w Detroit od ... ho ... ho!! Zaczęło się nieśmiało mówić o play off i nie był to nieuzasadniony optymizm. Pistons byli lepszą drużyną niż Brooklyn, Miami, Indiana, czy Charlotte. Kontuzja Jenningsa zadała jednak poważny cios rosnącym szansom na postseason. DJ Augustin po raz kolejny w karierze pokazał, że jest w stanie unieść ciężar prowadzenia drużyny. Niestety Pistons stracili groove, byli niedokładni w obronie i nie potrafili egzekwować w końcówkach. Van Gundy, rozumiejąc, że Pistons są dalecy od produktu końcowego, przehandlował w dwóch dilach DJa, Kyle'a Singlera i Jonasa Jerebko za Reggiego Jacksona i starego dobrego znajomego Tayshauna Prince'a. Prince wiele nie wniósł i nie wniesie. Natomiast Jackson miał dodać centymetrów i zasięgu na jedynce, zwłaszcza w obronie. Jest też młodym graczem, który ma szansę rozwijać się z Drummondem i Monroe pod okiem wybitnego trenera. Idzie mu w kratkę i tu trzeba podkreślić kilka kwestii. Bardzo trudno jest przejąć stery drużyny w środku sezonu, zwłaszcza kiedy ma się niewielkie doświadczenie jako pierwszy PG. Jackson nie jest dobrym strzelcem za trzy, co wobec odejścia Singlera i Jerebko, źle wpływa na spacing utrudnia rozgrywanie i sprawia, że Pistons muszą poniekąd wymyślić się na nowo. Mamy więc kolejną fazę przebudowy, podczas której kwestie doraźnych korzyści schodzą na dalszy plan.

A więc czy Pistons mają szansę na play off i czy to jest istotne? Efektem niedawnych sukcesów była uzasadniona nadzieja, że sezon nie skończy się w połowie kwietnia, Pistons wypłyną na szersze wody, a Greg Monroe będzie chciał zostać w Motown. Sądzę, że dalej są na to szanse, natomiast nie należy patrzeć na obecny skład jako cokolwiek zbliżonego do produktu końcowego. Mam zastrzeżenia do sposobu w który drużyna pozbyła się Smitha, zbyt wysokiej wartości  graczy, których oddała w wymianach za Reggiego Jacksona, a szczególnie Prince'a. Mimo tego trudno nie być podekscytowanym kierunkiem, który Van Gundy stara się nadać drużynie i długoterminowej perspektywie, którą przyjął. Lato 2015 będzie gorące. Przekonamy się, czy Monroe zostanie, kogo uda się pozyskać na skrzydła, czy zatrzymamy Jacksona. Smaku tej ostatniej kwestii dodaje powrót Brandona Jenningsa. Czy Jackson ogarnie się i utrzyma rolę pierwszego rozgrywającego? Czy Jennings będzie grał rolę super zmiennika? A może będzie odwrotnie ... Tymczasem Pistons w obecnym kształcie i obecnej sytuacji w tabeli nie mają dużych szans na play off . Te szanse wciąż są realne. Jednak znajdują się 5 zwycięstw za Miami, które okupuje dumne 8 miejsce w konferencji, mają najwięcej spotkań na wyjeździe i back-to-back spośród grupy pretendentów do ostatnich miejsc, czyli: Boston, Brooklyn, Charlotte, Indiana, Miami. Ponadto nie imponują formą. Jeżeli uda się złapać wiatr w żagle, końcówka sezonu powinna wyglądać super emocjonująco. Bezpośrednie starcia kolejno z Miami, Boston, Indiana, Charlotte powinny rozstrzygnąć kto zajmie ostatnie miejsca na Wschodzie. Ale nie jest to dla mnie najistotniejsze. W sezonie, w którym tyle razy trzeba było dostosowywać oczekiwania do rzeczywistości jest mocna podstawa, żeby żyć nadzieją na przyszłość.

Reggie Jackson w Detroit!!!

Reggie Jackson jest młody, perspektywiczny, ale już doświadczony. Od dłuższego czasu chciał odgrywać istotniejszą rolę w OKC. Swoją szansę dostał, kiedy kontuzjowani byli Russell Westbrook i Kevin Durant. Szło mu różnie, ale Thunder w ogóle byli zagubieni. Teraz, wobec zredukowania czasu gry, poprosił o wymianę. Wiedząc, że i tak mogą go stracić na koniec sezonu, MG Thunder Sam Presti pociągnął za spust ... i o to jest!! Jackson to jeden z dwóch graczy, których, moim zdaniem, Pistons powinni starać się pozyskać. Drugi to Draymond Green, który podobno chciałby wrócić do rodzinnego Michigan. Kto wie, może stanie się to tego lata.

 
Reggie Jackson wskoczy na miejsce kontuzjowanego Brandona Jenningsa. BJ7 wróci dopiero po sezonie i do tego czasu wiele się może wydarzyć. Tymczasem do OKC lecą DJ Augustin, który ostatnio świetnie prowadził zespół pod nieobecność Jenningsa i Kyle Singler, który nie bardzo odnajdywał się w rotacji SVG. Jackson jest dobrym obrońcą, silnym fizycznie, z ogromnym, jak na swój wzrost, zasięgiem ramion. Miewał już wielkie mecze w play off. Dotychczas nie znalazł roli, która zapewniałaby mu stabilność i pozwalała odpowiedzieć na pytanie, jak sobie poradzi jak pierwszy PG. Teraz ma szansę stać się dyrygentem drużyny, której najważniejsi gracze są w jego wieku. Pistons trafili w moment, kiedy jego wartość rynkowa była zdecydowanie niższa, niż potencjał, który oferuje. Właśnie, "potencjał". Tłoki nie koniecznie muszą być teraz lepsze. DJ Augustin radził sobie doskonale i trudno będzie zastąpić go oraz Kyle'a Singlera. Ale Pistons się przebudowują. A kogo byście woleli mieć jako PG w młodej, formującej się ekipie? Augustina, czy Jacksona? Właśnie. Na koniec sezonu Jackson będzie zastrzeżonym wolnym agentem. Do tego czasu powinniśmy znać odpowiedź na pytanie czy warto w niego inwestować wielkie pieniądze. Let the fun begin!!! Witamy w Detroit Reggie!!!

Historycznie dobrzy

Pistons w erze po odejściu Josha Smitha (PJSE - Post Josh Smith Era) byli historycznie dobrzy. Tak jak nikt nie spodziewał się katastrofalnego początku sezonu, tak niedawna dyspozycja Tłoków przerosła nadzieje nawet największych optymistów. Seria 13 porażek z rzędu od połowy listopada do początku grudnia pozwalała liczyć tylko na rychły koniec sezonu i udany draft. Ale od okresu świątecznego wahadło zaczęło się przechylać w przeciwną stronę, i to bardzo zdecydowanie. Seria siedmiu wygranych z rzędu, bilans 12 - 3 do 21go stycznia, w tym 7-0 na wyjeździe, czym wyrównali rekord klubu. Po drodze wygrane ze Spurs, Mavs i Raptors. Wygrana w San Antonio była chyba kulminacją i dotychczas szczytowym osiągnięciem tego sezonu.


Pistons mieli niedawno trzeci atak i piątą obronę w całej NBA. Sen? Nie, to się zdarzyło naprawdę. I choć teraz są w dołku po stracie Brandona Jenningsa, który zerwał ścięgno Achillesa i jest wyłączony do końca sezonu, mówimy już o zupełnie innej drużynie. Jennings będzie trudny do zastąpienia. To on inicjował ataki Tłoków i unosił się ponad parkietem. Jego statystyki ze stycznia to średnio: 20,9 pkt, 7,2 asyst, przy zaledwie 2 stratach, 39% za trzy ... just sayin ... Brandon urwał się ze smyczy. Latał po boisku, atakował bez wahania, a czasem wręcz bezczelnie. A skoro trafiał, przeciwnicy musieli mu poświęcić więcej uwagi, co z kolei otwierało możliwości odegrań i ofensywnych zbiórek. Nie przeszkadzało mu, że oddaje trudne ... arcytrudne rzuty. Jest jak szaman - liczy się rytm i trans. Zobaczcie sami co zrobił nielubianym sąsiadom z Ohio:


21 stycznia Jennings, podczas wygranej z Magic, Jennings asystował 21 razy!!! Ostatnio takie osiągnięcie zaliczył w 2009 roku Steve Nash, a w barwach Pistons Isiah Thomas w 1987 ...



Po odejściu Josha Smitha, Van Gundy uprościł taktykę. A wyglądało to tak: w Jennings fruwa i próbuje nagiąć obronę, obwodowi rotują po łuku wystawiając się do odegrań. Monroe stawia zasłony i uwalnia się na pół dystansie, a Drummond rotuje do środka. Monroe rozgrywa z post up, a Drummond też ma swoje szanse, tylko raczej na szybkości, kiedy dostaje podanie w rytm i robi jeden zwód. Jerebko, Anthony Tolliver z powodzeniem pełnią rolę rzucających czwórek. W ten sposób Tłoki pracują w szybszym tempie, a gracze jak Kentavious Caldwell-Pope, czy Jodie Meeks złapali rytm i trafiają seriami. A w obronie? Cóż, SVG wie jak ustawić drużynę po tej stronie boiska. Rotacje stały się bardziej precyzyjne i zdecydowane, a zachowanie pozycji między swoim koszem a przeciwnikiem to priorytet. "We just form a fuckin wall" już przeszło do historii.


Czy ściana, z której wyjęto cegłę z inicjałami B.J. nie zawali się? Pistons mają mały kryzys, ale przynajmniej już wiedzą jak grać i na co ich stać. DJ Augustin musi być stabilny, a Drummond i Monroe niech kolekcjonują swoje double - double. Teraz wszystko zależy od gry w obronie. To dzięki niej Tłoki wciąż mają szansę znaleźć się w play off. Deeeee-troit Basketball !!!

Josh Smith już nie tłoczy ...!!!


Josh Smith nie jest już w składzie Detroit Pistons, powtarzam, Josh Smith nie jest już w składzie Detroit Pistons. Ha!! Pistons użyli tzw. stretch provision, żeby pozbyć się Smitha. Co to znaczy? Smith dostanie pełne wynagrodzenie za bieżący sezon, a wynagrodzenie za kolejne lata zostanie zmniejszone o połowę i rozciągnięte na dwukrotność pozostałych lat kontraktu. W ten sposób Pistons będą mu płacić do roku 2020, ale w mniejszym stopniu obciążą rocznie swój budżet ograniczony pułapem płacowym. Ponadto, wydatki na kontrakt Smitha zostaną pomniejszone o zarobki w ramach kontraktu, który ten podpisze z nową drużyną. Podsumowując, klub płaci swojemu najdroższemu zawodnikowi, żeby tylko się go pozbyć. A my powinniśmy się z tego cieszyć ... Hmm, trudno używać słowa cieszyć i Pistons w jednym zdaniu, ale chyba trzeba. Lepiej było pozbyć się Smitha przed sezonem, kiedy Sacramento oferowało w zamian zawodników na schodzących kontraktach. Smith był po roku fatalnej gry w barwach Pistons. Stan Van Gundy uważał jednak, że może uratować karierę Smitha. Uczynił chyba z tego swoją misję. Mało kto winił go za to, że chciał spróbować. Niestety, jak cały klub, poniósł spektakularną porażkę. Teraz, żeby wymienić Smitha, ponoć trzeba by dołożyć wybór w drafcie, a jeżeli miałby to być wybór w pierwszej rundzie nadchodzącego draftu, w ogóle nie ma  o czym mówić. Pytanie: skoro Pistons są tak dramatycznie źli, czemu nie poczekać do końca sezonu, kiedy można by zrezygnować ze Smitha na korzystniejszych warunkach, a może nawet go wymienić? Cóż, nie ma na to dobrej odpowiedzi, ale kiedy twoja drużyna ma bilans 5 - 23 nie ma jednoznacznie dobrych odpowiedzi. Pistons w końcu przeprowadzili rewolucję. Po sześciu latach udawania, że przebudowujemy się, jednocześnie walcząc o play off, drużyna znalazła się w punkcie, gdzie trzeba było jednoznacznie się określić (to, że w międzyczasie udało się wybrać w drafcie Grega Monroe i Andre Drummonda zakrawa na cud). Inaczej, fatalną postawą sama się określiła. I tutaj przechodzimy do kolejnego powodu. Po co grać weteranem, kiedy można rozwijać młodych. Smith miał być teraźniejszością, a Andre Drummond przyszłością. Cóż, nie ma co czekać ... Zauważyliście, że nie wymieniłem Grega Monroe obok Drummonda? Cóż, obydwaj będą nareszcie mieli okazję pograć trochę razem. Piszę "trochę", bo Monroe podjął ryzyko podpisując ofertę kwalifikowaną i bardzo trudno wyobrazić sobie, że w lecie nie odejdzie w siną dal. Trochę łatwiej sobie wyobrazić, że Pistons go teraz wymienią za cokolwiek i kogokolwiek, choć ich możliwości są ograniczone. Najtrudniej wyobrazić sobie, że Monroe zostanie, ale jeżeli Pistons chcieli dać sobie szansę, to pozbycie się Smitha było mocnym sygnałem, że są gotowi oczyścić pole dla Monroe. Niestety, pewnie jest już za późno.

Na ironię zakrawa fakt, że Pistons znaleźli się w punkcie bez wyjścia, gdzie trzeba podjąć trudne decyzje, akurat kiedy mają nowego, utytułowanego coacha, który akurat jest również głównym menedżerem. GM Van Gundy wziął górę nad coachem Van Gundym. Żaden moment nie był odpowiedni na taki ruch, dlatego, to była dobra decyzja. Teraz mamy słabą drużynę, która stawia na rozwój młodych. Coś mi mówi, że nie jest to jednak koniec ruchów w tym oknie transferowym. Aby ostatecznie zakończyć erę Joe Dumarsa jako generalnego menedżera w Detroit, potrzebujemy jeszcze pomachać na do widzenia Brandonowi Jenningsowi. Ale to już mniejszy problem.



Odrażający, brzydcy i źli

Drużyny kompletowane w ostatnich latach przez Joe Dumarsa zawsze miały problem tożsamości. Jesteśmy słabi, rozwijamy żółtodziobów i tankujemy, czy walczymy o play off? Wypadało gdzieś pomiędzy, czyli krótkie chwile nadziei podczas sezonu zasadniczego, a potem pick w środkowej części loterii. Obecnie Pistons nie mają problemu tożsamości. Choć chyba tego nie chcieli, są na dnie. Przegrana po dogrywce z Sixers, drużyną, która jest budowana na bazie radykalnego tankowania, potwierdza to niezbicie. Zostawiliśmy nad nami wodorosty i miękko zapadliśmy się w przydenny muł. Wierzę, że nie takie były oczekiwania. Ale teraz chyba trzeba będzie zacząć cieszyć się z szansy na wysoki wybór w drafcie. Ironia? Hmm ... Przed sezonem liczyłem, że po trudnych początkach Tłoki zaczną stabilizować formę. Wydawał mi się, że nastąpi to gdzieś przed Świętami. Tymczasem mamy za sobą 11 porażek z rzędu - najwięcej w lidze i bilans 3 - 17. Jak bardzo ta drużyna musiałaby się polepszyć, żeby być chociaż przyzwoita? Widzę, że Stan Van Gundy próbuje realizować założenia taktyczne. Widzę dobre pomysły. Widzę utalentowanych graczy. Nie szkodzi. Dziury w składzie są tak wielkie, a brak równowagi tak poważny, że Pistons nie są w stanie realizować taktyki przez cały mecz. Jeżeli przegrywają, nie mają w sobie sił, ani pomysłu na comeback. Na tym etapie sądzę, że mentalnie są w rozsypce. Może będą wygrywać to tu, to tam. Ale trudno wyobrazić sobie, że bez roszad w składzie będą w stanie zmierzać w dobrym kierunku. Nie widzę przyszłości dla tego składu. Van Gundy w lecie nie wymienił Smitha. Chciał najpierw zobaczyć czym dysponuje. Teraz już chyba wie. Nie chodzi o to, żeby kolekcjonować przypadkowe zwycięstwa. Trzeba wstawić Tłoki na właściwe miejsce. Tymczasem wartość rynkowa naszych graczy dramatycznie niska, nawet tych, którzy grają dobrze. Coś jednak musi się zmienić ...

Pierwsza prosta



Na początku sezonu 2014/15 Pistons wciąż są w tyle stawki. Jednocześnie, w warstwie konstrukcji drużyny dzieją się ciekawe rzeczy, które, miejmy nadzieję wcześniej niż później, przełożą się na stabilizację formy na solidnym poziomie. Stan Van Gundy, ze względu na swoją pozycję,  ma szerszą perspektywę rozwoju drużyny niż Mo Cheeks, czy Lawrence Frank. Próbuje więc położyć nowe podstawy pod rozwój drużyny, która personalnie niewiele się zmieniła. Co więc kryje się za niechlubnym bilansem 3 - 6.

  • Pistons są silni na desce, aktualnie w pierwszej trójce ligi. Van Gundy preferuje zachowawczy model obrony, pozwalający wysokim nie oddalać się zbytnio od trumny. Pamiętajmy jak żałośnie wyglądał w zeszłym roku Greg Monroe agresywnie doskakując w obronie P&R na wysokości linii rzutów za trzy. Ustawienie wysokich w bardziej korzystnej pozycji pozwala uszczelnić obwód. Efekt? Przeciwnicy rzucają średnio 97 pkt. ze skutecznością 44%, co stawia Pistons lekko w górnej połowie ligi pod względem efektywności defensywnej. Przypomnijmy, że zeszły sezon skończyli na 25 miejscu. To znaczny postęp i silnie pozytywny trend.
  • Gra toczy się wolno. Pod względem tempa, Detroit jest na szóstym miejscu od końca, razem z Memphis. Cóż, dobre towarzystwo.
  • Czekamy na atak. Zanim przejdziemy do dokonań poszczególnych graczy, trzeba podkreślić, że efektywność ofensywna Tłoków pozostawia wiele do życzenia. Aktualnie jest również na poziomie 6 miejsca od końca. Najbardziej frustrująca jest niemoc z linii osobistych, która być może kosztowała Pistons już dwa mecze. Jako drużyna, Tłoki trafiają niespełna 67%, co jest przedostatnim wynikiem w lidze, tuż przed Sixers. Sprawa jest tym bardziej poważna, że podstawowy gracz Josh Smith trafia niespełna 48%, czym upodabnia się chyba do Andre Drummonda, który w tym sezonie zaliczył regres i trafia dumne 40% ...

A teraz personalnie:
  • Stan Van Gundy Wielkiej Trójki się nie boi. Jennings - Caldwell-Pope - Smith - Monroe - Drummond to wyjściowa piątka. Smith, Monroe i Drummond spędzają razem ponad 12 minut, czyli o 10 mniej niż w zeszłym sezonie, ale więcej niż jakakolwiek inna kombinacja na pozycjach 3-4-5. Nie jest to najbardziej efektywne ustawienie, ale wychodzą na plus. Zachowawcza strategia obrony pozwala wysokiej piątce dominować na desce i wywierać dużą presję w środku. Pierwszy z ławki jest natomiast Caron Butler, który wchodzi za któregoś z wysokich, przeważnie Drummonda ...
  • ... co prowadzi nas do zasadniczego problemu. Drummond ma notorycznie problemy z faulami. Co gorsza, jest to często wynik nieuwagi i opieszałości w obronie. Dre potrafi dominować na desce i imponować atletyzmem. Niestety ma problemy z obroną indywidualną i chyba nie jest w stanie efektywnie egzekwować strategii Van Gundy'ego. Jest dużo czasu na naukę. Stan konsekwentnie wystawia go w pierwszej piątce i ustawia dla niego po kilka zagrywek w ataku. Jednak na razie mamy regres i wygląda to trochę jak trudny proces wychowawczy.
  • Greg Monroe to podstawa. Jest najskuteczniejszym graczem Pistons. Skuteczniejszy i pewniejszy w post up niż w zeszłym sezonie, czasem wygląda jakby spędził lato z Kevinem McHale. Wkręca się w pomalowane, dobija własne pudła, odgrywa, itd, itp. 16,9 pkt., 10,7 zbiórek, 3 asysty, 50% z gry i 78% z linii. Gdyby nie ogromny potencjał i młody wiek Drummonda, nie zdziwiłbym się, gdyby wchodził jako zmiennik Monroe.
  • Brandon Jennings kwitnie. Po trzech pierwszych słabych meczach, kiedy prawie nie pojawiał się w czwartych kwartach i sarkastycznie zaproponował DJ Augustina do pierwszej piątki, wspina się na wyżyny. Van Gundy powiedział mu, że ma być agresywny i szukać swoich okazji. A wygląda to tak, że Jennings ograniczył trudne rzuty, gra częściej off ball, wykorzystuje swoją szybkość do naginania obrony i gra dla drużyny. W poprzednim, minimalnie przegranym, meczu z Wizards zanotował 32 pkt., a wczoraj został katem OKC zdobywając w dogrywce 8 pkt. pod rząd, a 29 w meczu. Trafia 46% z gry, 47% za trzy i jest w gazie.
  • Jonas Jerebko wyrasta na stretch four i niezwykle efektywnego gracza po obu stronach boiska. Piątki z nim w składzie to najbardziej efektywne ustawienia Tłoków - 57% z gry, 40% za trzy, 100% osobistych!! So far so good!!
  • Dają radę: Caron Butler, Josh Smith, Kentavious Caldwell-Pope. Butler jest skuteczny w swojej roli i przerasta oczekiwania. Smith i KCP mają swoje problemy (Smith większe), ale widać pozytywny trend. Smith mniej rzuca z dystansu, bardziej skupia się na obronie i rozgrywaniu. KCP miał kiepski początek sezonu, ale dochodzi do siebie, łącząc trójkę z atakowaniem obręczy i rzutem z półdystansu. Trafia seriami, ale podtrzymuje stały poziom intensywności. Wobec niedostatku rzucających, grywa po 35 minut na mecz. Tak hartowała się stal.
  • Kyle Singler jest zagubiony. Nie może znaleźć rytmu, jest niepewny i nieskuteczny.
  • Pamiętajmy o nieobecnych. Jodie Meeks będzie pauzował jeszcze miesiąc. Cartier Martin trochę krócej. Pistons potrzebują ich skuteczności z dystansu. Miejmy nadzieję, że będą w stanie złapać wiatr w żagle w obecnym składzie, a powrót Meeksa i Martina okaże się dodatkowym wzmocnieniem.

Przegląd zasobów


Sezon już czai się za rogiem. W ostatnich tygodniach Pistons dokonali wymiany Willa Bynuma za Joela Anthony'ego oraz podziękowali kilku uczestnikom obozu przygotowawczego. Peyton Siva został również pożegnany i znalazł miejsce w Orlando. Ostatnim zawodnikiem odciętym ze składu został Aaron Gray, który zmaga się z problemami z sercem. Klub spłaci jego dwuletni kontrakt. Niniejszym Pistons wchodzą w sezon 2014/15 w następującym składzie.

Backcourt
PG: Brandon Jennings od początku był pierwszym rozgrywającym Bucks, z którymi raz wszedł do play off. Zawsze też był nieskuteczny. Jego pierwszy rok w Detroit był jednak pod tym względem najgorszy od sezonu debiutanckiego. Najczęściej w karierze stawał na linii osobistych, ale trafiał najgorsze 75%. Na plus trzeba zapisać 7,6 asyst. Teraz świetnie dystrybuował w meczach przedsezonowych, ale skuteczność miał katastrofalną. Można przypuszczać, że Jennings będzie słuchał Van Gundy'ego i będzie się starał zapewnić jak najlepszy ruch piłki. Problem w tym, że nigdy nie udało mu się wypracować równowagi pomiędzy kierowaniem zespołem i szukaniem swoich szans. Jennings widzi co się naokoło dzieje i czasem potrafi genialnie podać. Jednak, kiedy w zeszłym sezonie próbował trwale przestawić swoją grę, skończyło się to impasem w ofensywie. Czy Van Gundy pozwoli mu grać w nieco szalonym stylu, starając się zmienić nawyki w obronie (szczególnie polowanie na przechwyty), czy będzie starał się wyegzekwować bardziej radykalne zmiany. To drugie może się nie udać. Tymczasem na ławce czekają gracze skuteczniejsi i lepiej zorganizowani.
Darryl Gerard "D.J." Augustin, Jr. również nie jest zbyt skuteczny. Ale w zeszłym sezonie trafiał 41% za trzy i doskonale wykonuje osobiste (ponad 87% w karierze), co jest jedną z największych słabości Tłoków. Bywał pierwszym rozgrywającym w Charlotte, ale ostatnio wchodził z ławki w Indianie i Chicago. Nie popełnia dużo strat i jest w stanie zapewnić lepszy spacing.
Spencer Dinwiddie wpadł w ręce Tłoków w drugiej rundzie ze względu na kontuzję kolana, która już w styczniu przerwała mu trzeci sezon gry w barwach Colorado University. Do tego czasu Mayor, jak nazywają go fani Pistons, rozgrywał imponujący sezon, trafiając ponad 41% za trzy, 86% z linii. Do czasu kontuzji Spencera, Buffaloes z bilansem 14-2 byli rewelacją rozgrywek . Dinwiddie jest wysoki (198 cm), szybko i płynnie się porusza, ma dobrą technikę i używa szerokiej gamy ruchów w ofensywie - floatery, eurostep, etc. Lubi odgrywać po penetracjach i chętnie dzieli się piłką. Może grać również jako SG. Zdążył wystąpić w ostatnim meczu preseason i pokazał się z dobrej strony. Jednak spędzenie obozu przygotowawczego bardziej na rehabilitacji niż treningach z drużyną, może mieć wpływ na tempo adaptacji do gry na poziomie zawodowym. Warto mieć na niego oko.
SG: Kentavious Caldwell-Pope przyszedł do Detroit z reputacją dobrego strzelca z dystansu i obrońcy. Niestety miał problemy ze skutecznością. Jednak trudno nazwać jago debiutancki sezon porażką. Bardzo mocno pracował w defensywie, był aktywny w ataku i ciężko trenował, co zaowocowało kilkoma doskonałym i występami na koniec zeszłego sezonu. W preseason od razu było widać, że dobrze przepracował wakacje - trafiał trójkę, wyprowadzał kontry i latał po boisku. Niestety podkręcił kolano. Podobno już dochodzi do siebie i będzie gotowy na wtorek. Jeżeli uda mu się ustabilizować formę, ma szansę stać się graczem typu 3&D, czego Detroit bardzo potrzebuje. Może mu być o tyle łatwiej, że jego główny rywal, sprowadzony przez Van Gundy'ego Jodie Meeks jest wyłączony na ok. 2 miesiące ze względu na kontuzję pleców. Meeks podpisał trzyletni kontrakt na 19mln.$. Jest to raczej hojna oferta, biorąc pod uwagę, że na naprawdę wysokim poziomie Meeks grał tylko w ostatnim sezonie z Lakers. Z drugiej strony, pokazał, że kiedy dostanie szansę, może być bardzo przydatny. Zawsze świetnie wykonywał osobiste, a 40% za trzy w zeszłym sezonie było rekordowym osiągnięciem, lecz nie odbiegającym znacznie od jego skuteczności w poprzednich latach. Meeks, jak już wyzdrowieje, będzie walczył o rolę pierwszego SG. Doświadczenie i skuteczność przemawiają na jego korzyść. Zeszły sezon pokazał, że w wieku 27 lat ma jeszcze potencjał rozwoju.
Skrzydła
Kyle Singler to solidny, wszechstronny gracz. W zeszłym sezonie był czasem wystawiany jako SG, co nie ułatwiło mu życia. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w tych trudnych warunkach udało mu się zrobić mały krok naprzód  niemal w każdej kategorii statystycznej. Średnio prawie 10 pkt. i 4 zbiórki na mecz, skuteczny z linii oraz zza łuku (38% w zeszłym sezonie), sprytny, aktywny. Oto Kyle Singler "glue guy". W obronie polega na umiejętności przewidywania, w ataku aktywnie przemieszcza się, kreując przestrzeń dla siebie i innych. Kyle Singler może być elementem dobrej, a może nawet bardzo dobrej drużyny. Nie jest natomiast aktorem pierwszego planu. Nie szkodzi. O ile będzie w formie, może zapewnić stabilność na trójce.
Caron Butler a.k.a. Tough Juice to obecnie gracz statystycznie bardzo podobny do Kyle'a Singlera. W ostatnich latach wyspecjalizował się w rzutach zza łuku. Twardy obrońca, choć już niezbyt szybki na nogach. Mocna osobowość i lata sukcesów w lidze mają pomóc w szatni. Znają się z Van Gundym z dawnych lat w Miami. Czy Tough Juice sprawdzi się w słabszym zespole, gdzie będzie się od niego oczekiwało czegoś więcej niż trafienia trójki raz na jakiś czas? Ma 34 lata i za sobą 12 sezonów. Nie należy oczekiwać zbyt dużo, ale jeżeli zdrowie dopisze, Van Gundy może postawić na jego doświadczenie i wystawiać go w pierwszym składzie.
Cartier Martin to również nowy nabytek Stana. Weteran - podróżnik, który ma za zadanie rozciągnąć strefę oraz dodać siły fizycznej na skrzydle. Nigdy nie był pierwszoplanową postacią, ale nie zdziwcie się, jeżeli w Detroit będzie spędzał na parkiecie średnio ponad 20 min, a czasem nawet wychodził w pierwszym składzie na pozycjach 2/3.
Jonas Jerebko a.k.a. Szwedzki Orzeł jest obecnie unikalnym graczem w składzie Tłoków. Jedyny zawodnik, którego można nazwać stretch four, czyli wysoki rzucający z dystansu. Po nieoczekiwanym sukcesie w pierwszym sezonie w Detroit, starał się wszechstronnie rozwijać, co nie do końca wychodziło mu na dobre, bo robił wszystkiego po trochu, ale nic dobrze i widać było, że stracił płynność w grze. Lawrence Frank i Mo Cheeks rzadko po niego sięgali. Jednak z czasem Jerebko pokazał, że walczy po obydwu stronach boiska i można na nim polegać. Sądząc po występach w preseason, wnosi dużo energii, chętnie stawia zasłony i przesuwa się na wolne pole czekając na odegrania lub ścina na kosz. Ma coś czego nie ma nikt inny w składzie. Wygląda na to, że znalazł wreszcie pomysł na siebie. Pytanie czy przekona do niego SVG. Pamiętajmy, że gra o kolejny kontrakt, co będzie go dodatkowo mobilizować.
Luigi Datome a.k.a. Gigi. Rok temu MVP Serie A  przyszedł do Detroit żeby bombardować zza łuku, a może coś więcej ... Wyszło najgorzej jak się dało. Nigdy nie zadomowił się w rotacji, szans, które dostawał nie wykorzystywał i w końcu utknął na końcu ławki. Pistons wciąż potrzebują skuteczności z dystansu, a Stan Van Gundy na pewno doceniłby jego dobrą postawę. Ale czy można na to liczyć? W preseason prawie nie grał i ciężko się spodziewać, że fortuna nagle się odwróci.
Frontcourt
Po nerwowym, pełnym plotek lecie Greg Monroe wszedł na parkiet i od razu pokazał, że jest najlepszy. Czy z ławki, czy w pierwszym składzie, w preseason robił swoje i nikt i nic nie mogło mu przeszkodzić. Nie wiem jak się potoczą losy Monroe. Może nie chce już grać w Detroit - wtedy nic się nie da zrobić, bo podpisał kwalifikowaną ofertę na ostatni rok kontraktu i jest panem własnego losu. Ale sądzę, że po prostu chce zobaczyć jak się sytuacja rozwinie i mieć wolny wybór na koniec sezonu. W takiej sytuacji, Stan Van Gundy powinien zrobić wszystko, żeby go zatrzymać. Andre Drummond jest surowy w ofensywie. Josh Smith rzuca cegły z dystansu, a pod koszem bywa coraz rzadziej. Monroe właśnie pokazuje, że poprawił rzut z półdystansu i robi kolejne kroki naprzód. Jeżeli dostaje piłkę w okolicach łokcia, ofensywa przebiega o wiele płynniej - atakuje z kozła, po zwodzie, rzuca lub odgrywa. W tych kilku meczach przedsezonowych pokazał również, że dobrze współpracuje z Drummondem, ściągając wysokich po izolacjach i odgrywając do Dre atakującego ze słabej strony. Tak to powinno wyglądać i mam nadzieję, że tak to będzie wyglądało przez długie lata. Dodatkowo Mooose pokazał, że jest użyteczny w obronie. Nie jest szybki ani skoczny, ale potrafi dobrze zajmować pozycje i funkcjonować w obronie zespołowej. A zbierającym zawsze był bardzo dobrym. Koniec żartów. To będzie rok Łosia!!!
Andre Drummond miał gorące lato!! Uliczkę znam w Barcelonie ... itd. Dostał się do kadry USA i zdobył złoty medal. Grał jako 3-4 wysoki, ale trudno przecenić to doświadczenie. Jednak to co najważniejsze dopiero przed nim. Stan Van Gundy ma doświadczenie w rozwijaniu młodych atletycznych centrów i budowaniu wokół nich sprawnie działającej maszyny. Nie, Detroit to nie Orlando i skonstruowanie drużyny na miarę Magic zajęłoby wiele lat. Poza tym nie ma powodów przypuszczać, że Stan będzie chciał iść akurat tą drogą. W składzie jest Greg Monroe i Josh Smith, a obwód mamy na razie niepewny. Nie zmienia to faktu, że Van Gundy nie będzie dawał Drummondowi chwili wytchnienia, a oczekiwania będą jasno sprecyzowane. W takie sytuacji Dre ma szansę wykonać kolejny, jeszcze większy krok naprzód. Preseason pokazał, że jego gra tyłem do kosza wciąż jest ... praktycznie nie istnieje. Ale atrybuty fizyczne i umiejętności, które już posiada czy nią go najważniejszym i najbardziej elektryzującym graczem Pistons. Word up Dre!!!
Josh Smith ... cóż można o nim powiedzieć. Niegdyś najbardziej pożądany przez fanów cel transferowy, dzisiaj kłopot i ból głowy. Van Gundy nie zdecydował się na oddanie go do Sacramento w zamian za schodzące kontrakty kilku graczy. Dawał do zrozumienia, że zamierza rewitalizować Smitha i uratować mu karierę. Co do tego jestem sceptyczny. Jednak można założyć, że eksperyment J-Smoove SF dobiegł końca. Jaką więc będzie pełnił rolę? Preseason pokazał, że nadal lubi snuć się na dystansie i rzucać cegłami. Dobrze podaje i może pełnić rolę point froward. Spodziewajmy się go w wyjściowym składzie w pierwszych meczach, kiedy Monroe będzie pauzował w ramach kary za jazdę po wpływem. A co potem? Monroe wnosi do ofensywy o tyle więcej, że trudno będzie go trzymać na ławce. Co nie znaczy, że nie może być pierwszym zmiennikiem i grać po 30 min. Natomiast Smith i Drummond nie stanowią zagrożenia nawet z półdystansu, więc takie ustawienie utrudni spacing. Smith jest najbardziej krytykowanym graczem Tłoków, jednak znalezienie dla niego nowej roli będzie jedną z ciekawszych historii sezonu w Detroit.
Joel Anthony weteran, długo podstawowy wysoki w rotacji Heat, mistrz NBA 2012 i 2013, przy czym w 2012 odgrywał jeszcze istotną rolę. Specjalista od obrony, twardy, fizyczny gracz. Moim zdaniem, idealny jako 3-4 podkoszowy i taką rolę odegra w Motown.
Tony Mitchell nie został odcięty ze składu przy okazji przedsezonowych przymiarek. To sukces. Jednocześnie zarówno w zeszłym sezonie, jaki i w tegorocznym preseason widzieliśmy go tak rzadko, że trudno liczyć na coś więcej niż grę po kilka minut na mecz. Miejmy nadzieję, że przynajmniej zobaczymy kilka power dunków. A może Mitchell do konkursu wsadów? Czemu nie!

Oto wasi Detroit Pistons przed sezonem 2014/15. Skład nierówny i dziurawy, ale wielu graczy z potencjałem. Wobec rosnącej w siłę stawki na Wschodzie, nie spodziewałbym się, że Tłoki awansują do play off. Ale jest Stan Van Gundy, którego drużyny zawsze miały dodatni bilans. Teraz czeka go naprawdę trudne zadanie, zarówno jako trenera, jak i menedżera. Wierzę, że Pistons będą lepsi i nareszcie wypracują styl i tożsamość. Jak to się przełoży na zwycięstwa ...? Stawiam na coś w przedziale 39-43. DEEEEETROIT BASKETBALL!!!!!!!!!

Pistons are here!! You in!?

Czas wybudzać się z letniego snu. Liście spadają z drzew, dzieci idą do szkoły - to znak, że zaczyna się preseason. Nie będziemy śledzić tych zmagań, choć w tym roku znaczą więcej, bo nareszcie jest coach, który wprowadzi jakiś system i jest się czego uczyć. Zamiast tego, zastanówmy się dlaczego oglądać Pistons w sezonie 2014/15 i na co zwracać uwagę. Oto moje propozycje:

#1. Stan Van Gundy
Pistons nie mieli tak kompetentnego coacha od czasów Larry'ego Browna. Flip Saunders jest blisko, ale stawiam Stana nieco wyżej. Dodajmy, że sprawuje również rolę prezydenta ds. operacyjnych i mamy przed sobą lata wdrażania spójnej wizji, za którą będzie odpowiedzialny jeden człowiek. Dość już zastanawiania się, czy Joe Dumars podlegał naciskom, na ile jego decyzje były suwerenne i takie tam. Van Gundy, wraz z coraz większym sztabem doradców, analityków, skautów i trenerów będzie wdrażał wizję, którą sam stworzy. Nie spodziewajmy się również, że Tom Gores będzie mu przeszkadzał, choć pozostaje podobno na bieżąco i jest zaangażowany.

Jaki system zaimplementuje Van Gundy? Czy będzie chciał się oprzeć na jednym wysokim otoczonym strzelcami, jak w Orlando? Na razie skład mu na to nie pozwala. Poza tym, w Miami grał dwoma wysokimi. Nie należy więc czegokolwiek zakładać. Jak rozegra rotację wśród wysokich  - czy postawi na wszechstronność i lepszą defensywę Josha Smitha, czy umiejętności ofensywne Grega Monroe. Zapewne sam jeszcze do końca nie wie. W obronie spodziewałbym się realizacji znanych założeń, które sprawiały, że drużyny prowadzone przez Stana zawsze były w czołówce ligi. Pozostawanie przed swoim zawodnikiem, kosztem ryzykowania przechwytów, szybki powrót do obrony, zamiast przesadnego atakowania deski w ofensywie - tak to może wyglądać.

Ale pamiętajmy o jednym. Van Gundy przejmuje drużynę z niedopasowanym składem, fatalną w obronie i z poważnym niedostatkami. Cudów nie zrobi, ale liczę, że szczególnie w drugiej połowie sezonu, doprowadzi Pistons do solidności.

Natomiast Stan Van Gundy jako odpowiedzialny za sprawy personalne i dobór zawodników to niewiadoma. Na razie nie udało mu się przedłużyć umowy z Gregiem Monroe, choć nie ma w tym jego winy. Monroe wyżej ceni niezależność w przyszłym roku niż podpisanie lukratywnej umowy już teraz. Sterowanie tą sytuacją z pozycji coacha i menedżera to główne wyzwanie. Na razie Van Gundy podpisał kilku strzelców, żeby poprawić fatalny spacing. To powinno pomóc.

Natomiast kluczowe decyzje Van Gundy podejmie jako coach. Jest jednym z najbardziej utalentowanych szkoleniowców ostatnich 15 lat. Uparty, drobiazgowy, zawsze doskonale przygotowany. Miał swoją szansę w Miami, ale Pat Riley zstąpił z fotela GMa i przejął drużynę, którą doprowadził do mistrzostwa. W Orlando zbudował świetny zespół otaczając Dwighta Howarda solidnymi, ale nie wybitnymi graczami. Doszli do finału, gdzie zostali odprawieni przez Lakers. Teraz ma pełnię władzy, obiecującego młodego centra i czas, żeby w końcu móc powiedzieć: do trzech razy sztuka!

I jeszcze jedno. Van Gundy nie przepada za mediami, ma cięty język i nie waha się wyrażać krytycznie o swoich graczach, jeżeli na to zasłużyli. I choć od przeprowadzki do Detroit robi wrażenie spokojnego i pogodzonego ze sobą, wystarczy kilka szalonych akcji Brandona Jenningsa i możemy liczyć na naprawdę interesujące wywiady i konferencje pomeczowe.

#2. Andre Drummond
W swoim debiutanckim sezonie Drummond wykazał się nadzwyczajną produktywnością, grając jednak tylko po 20 minut. Mo Cheeks nie popełnił już przynajmniej tego błędu i wystawiał Dre na ponad 32 minuty. Rezultaty? Średnio 13,2 zbiórek, 13,5 pkt. głównie z wsadów i lay up'ów. Tak, Dre wciąż jest surowy. Ale nie ma co narzekać. Tak naprawdę, jeżeli nigdy nie wypracuje rzutu z półdystansu i nie nauczy się dobrze grać tyłem do kosza, nie szkodzi, o ile wciąż będzie biegał jak sprinter i skakał jak młody Dwight Howard. Waży pod 130 kg, a potrafi wyjmować piłki rozgrywającym i kończyć w kontrze. To się po prostu ma!


Co porabiał w lecie? Ano, zakwalifikował się do kadry Mike'a Krzyżewskiego na mistrzostwa świata w Hiszpanii. Choć nie grał dużo i przeważnie kiedy już było pozamiatane, trudno sobie wyobrazić lepsze warunki do rozwoju niż treningi z najbardziej utalentowanymi młodymi graczami na świecie, pod okiem jednego z najbardziej utytułowanych coachów w dzisiejszej koszykówce. No i przywiózł do domu złoty medal. Czego chcieć więcej!?


Pod okiem Van Gundy'ego Drummond może nie tylko dalej rozwinąć skrzydła, ale stać się jednym z najlepszych centrów w NBA. Koncentracja i uważność, której będzie wymagał Van Gundy, pomoże mu stać się lepszym obrońcą i ustabilizować formę. W razie problemów, musi uważać, bo z przodu ma silną konkurencję. Jednak nikt nie ma do zaoferowania tyle co Wielki Pingwin. Word up Dre!!

#3. Greg Monroe
O ile Drummond jest najbardziej wartościowym graczem Pistons, to Greg Monroe jest po prostu najlepszy. Technika, inteligencja, umiejętność dostosowania się. Wierzę, że Monroe jest graczem wokół którego można budować formację podkoszową dobrej drużyny. Jednak czy tą drużyną mogą być Tłoki? Oprócz Wielkiego Pingwina, Łoś ma jeszcze konkurencję w osobie Josha Smitha. Van Gundy nie robił mu żadnych obietnic i Monroe zdecydował się odrzucić propozycję lukratywnego kontraktu, żeby dograć jeszcze sezon na bieżącej umowie, a potem być niezastrzeżonym wolnym agentem i móc decydować o własnym losie. Odważny ruch. Czy to więc ostatni sezon Łosia w Motown? Niekoniecznie. Ale na pewno będzie chciał dobrze ocenić sytuację. Czy Van Gundy będzie go wystawiał w pierwszym składzie i wykorzystywał w końcówkach, jak będzie wyglądała rotacja wysokich? To podstawowe pytania. Tymczasem, rozdrażniony i zmotywowany Łoś będzie grał na 100%, żeby pokazać swoim przyszłym pracodawcom na co go stać. Jakakolwiek rola przypadnie mu w sezonie 2014/15, stawiam, że będzie kręcił solidne statystyki. Miejcie na niego oko. Warto!!

#4. Brandon Jennings
Tak, wiem. Russel Westbrook, Chris Paul, Steph Curry, Tony Parker, Derrick Rose, John Wall, Rajon Rondo, Goran Dragic, Damian Lillard, Mike Conley, Ty Lawson, Eric Bledsoe, Kyle Lowry. Bogactwo na pozycji rozgrywającego jest tak wielkie, że kto by sobie zawracał głowę kimś takim jak Brandon Jennings! Ale jesteśmy w Detroit. Poza tym, myślę, że dla Jenningsa jest nadzieja. 37% z gry nie da się obronić, ale 7,6 asyst już tak. Jennings pokazał, że wciąż ma zamiłowanie do trudnych rzutów, oddawanych z nieprzygotowanych pozycji w ostatnich sekundach. Ale też udowodnił, że ma przegląd pola i umie obsłużyć kolegów podaniem w perfekcyjny sposób. Pamiętajmy też, że Jennings był częścią naprawdę dobrych defensywnie składów w Milwaukee. Nigdy nie będzie dobrym obrońcą, ale wierzę, że Van Gundy może go wkomponować w system, w którym ten będzie przynajmniej przydatny. Natomiast, jeżeli w ataku uda się nieco przenieść akcent ze swag na dyrygowanie zespołem i realizowanie taktyki, to już sukces. Jeżeli nie, spodziewajmy się wielu personalnych wycieczek na linii Jennings - Van Gundy, co może dostarczyć przedniej rozrywki.