Wszyscy kochają Mo Cheeksa

Nowy coach został oficjalnie zaprezentowany na konferencji prasowej w czwartek. Nie było szału. Mo nie jest człowiekiem słowa. To akurat nie jest problem. Lawrence Frank był bystry i elokwentny i czy mu to w czymkolwiek pomogło? Z resztą co można powiedzieć? Cheeks jest szóstym coachem Pistons w ciągu ostatnich jedenastu lat. Nie przychodzi tu jako rozchwytywany, utytułowany szkoleniowiec. Nie wydawał się być nawet na szczycie puli kandydatów znajdujących się w zasięgu Tłoków.


Co więc zadecydowało? Powraca argument, że Mo ma świetne stosunki z graczami. Jest otwarty, ale jednocześnie wymaga szacunku i zaangażowania. Może faktycznie te cechy okażą się kluczowe. Ale najistotniejsze będzie wzmocnienie składu. Jeżeli pozyskamy dobrych weteranów i dobrze wybierzemy w drafcie, jestem skłonny wierzyć, że Cheeks jest w stanie wdrożyć kulturę pracy i zespołowości. Chuck Daly powiedział "Coaching isn’t about X’s and O’s, it’s about managing diversity and adversity". W dzisiejszej lidze, gdzie gracze są na dominujących pozycjach wobec trenerów, te słowa brzmią bardzo prawdziwie. Czy Mo Cheeks ma potencjał, żeby być kimś w rodzaju Doca Riversa lub Marka Jacksona, czyli byłym zawodnikiem, który potrafi zbudować więź z drużyną i sprawić, że gracze będą wzajemnie maksymalizować swój potencjał? Wątpię, że może wejść na ich poziom. Ale jeżeli przejawia te cechy, choćby w mniejszym stopniu, jest szansa na rozwój. Joe D, teraz czekamy na dalsze wzmocnienia. Lipiec jest nasz!! Ale pamiętajmy jak długo trzeba było czekać i ile wycierpieć, żeby móc zainwestować w poważne wzmocnienia. Dumars powtarza, że zdaje sobie z tego sprawę i będzie wydawał rozsądnie.

Tutaj pierwszy z kilku klipów z konferencji powitalnej Mo Cheeksa. Reszta w odniesieniach. Zapraszam!!

Dawno temu w Detroit

... grał gość, który wyrastał na gwiazdę ligi i jej najbardziej elektryzującgo zawodnika. Wtedy Pistons nie odnieśli większych sukcesów, ale trudno przypisywać winę akurat jemu. Po 6 latach w Motown był częścią wymiany, dzięki której na horyzoncie pojawił się przyszły najlepszy defensor ligi B-B-Ben Wallace. Tymczasem nasz bohater, był przez lata  nękany kontuzjami,. Odbudował się już dobrze po trzydziestce i przeobraził w klasowego role playera - wszechstronnego, sprytnego gracza, który jest w stanie pomóc drużynie na wiele sposobów. I w sumie czemu miało być inaczej. Miał ogromny talent i był bardzo inteligentnym zawodnikiem. Teraz, w wieku lat 40 przeszedł na emeryturę. Chwile później, w jego ślady poszedł  Jason Kidd - kumpel, z którym razem wygrali na grodę dla debiutanta roku. Nie śledziłem jego kariery zbyt długo, ale pamiętam sezon 94/95, kiedy młody Grant Hill był jednym z moich ulubionych graczy. Wówczas jako rookie zebrał najwięcej głosów do meczu All Star w całej NBA!!! Wiadomo, był efektowny. Ale Grant Hill to ktoś więcej niż highlight reel. A nawet jakby tak było, to i tak warto popatrzeć.


Gimme some Mo

Wszystko wskazuje na to, że nowym trenerem Pistons zostanie dotychczasowy asystant OKC Thunder, były coach w Portland i Filadelfii, a niegdyś świetny rozgrywający, Maurice Cheeks. Strony są w trakcie negocjacji kontraktu, co może zostać dopięte do końca tygodnia.

Cheeks był głównym asystentem u boku Scotta Brooksa. W ostatnich latach, jego nazwisko pojawiało się w kontekście rozwoju Russella Westbrooka i ogólnie, sukcesów Thunder. Uchodzi za coacha, który ma dobre relacje z graczami - pewnie dlatego był oddelegowany, żeby na ławce tonować Westbrooka ilekroć ten wpadał w złość, co jak wiemy, zdarza się dosyć często.

Ale wróćmy do Mo. Jako gracz, miał długą i udaną karierę, mimo, że był wybrany dopiero w drugiej rundzie draftu. W Filadelfii grał u boku takich sław jak Julius Erving, Moses Malone, czy Charles Barkley. Był świetnym podającym i defensorem. Jako pierwszy trener zadebiutował w Portland w 2001. Prowadził słynnych Jailblazers przez 4 lata, co samo w sobie jest osiągnięciem. Kolejne 4 lata spędził jako coach Sixers. W karierze zanotował bilans prawie na 50/50. Raz udało mu się zamknąć sezon w Portland z 50 zwycięstwami.

A teraz wróćmy do Detroit. Cheeks, wraz z Natem McMillanem, byli ponoć finalistami w walce o stołek coacha Tłoków. McMillan ma świeższe doświadczenie trenerskie, twardo i konsekwentnie prowadzi drużynę, wymagając ścisłego realizowania taktyki. Wydaje się, że McMillan jest lepszym coachem. Ale czy byłby lepszy w Detroit? Trudno powiedzieć. Szczególnie, że pytanie dotyczy też właściciela i GMa. Czy Mo Cheeks będzie miał poparcie Joe Dumarsa? Cóż, wygląda na to, że w przeciwieństwie do Franka, Cheeks jest wyborem Joe D. Ile presji spoczywa na Dumarsie w ostatnim roku trzyletniego okna, które miał na zbudowanie silnej drużyny? Te i inne pytania fruwają w powietrzu i nie sprzyjają atmosferze stabilizacji. A ta jest Tłokom potrzebna jak powietrze, albo jak smar. Słabe wyniki, zmiana właściciela, ciągła rotacja trenerów - to jest stan, w którym drużyna znajduje się od dobrych kilku lat. Coach, kim by nie był, potrzebuje wsparcia ze strony GMa i zrozumienia, że wspólnie ralizują proces przebudowy, oparty na młodych graczach. I w takiej sytuacji trener ma osiągnąć jak najlepszy wynik. Cheeks nie jest ani młodym, utalentowanym asystantem, ani trenerem o uznanym nazwisku. Pistons wybrali więc poniekąd drogę środka. Ale Cheeks musiał czymś przekonać Dumarsa i Goresa. Pewnie istotny był dobry kontakt z młodymi graczami i bogata kariera zawodnicza. Cóż, nie kupuję argumentu, że musisz być byłym graczem, żeby dobrze porozumiewać się z drużyną. Trzeba być po prostu dobrym trenerem, a na to jest wiele przepisów. Trudno mi ocenić potencjał Cheeksa. Jako gracz był świetnym obrońcą, a jako trener prowadził drużyny grające topową defensywę. Jest ponoć kontaktowy, otwarty i potrafi kreować dobrą atmosferę. Mam nadzieję, że klub będzie go wspierał i stworzy mu warunki do pracy, bo kultura działania organizacji zwanej Detroit Pistons pozostawia wiele do życzenia. Mam też nadzieję, że Cheeks był najlepszym możliwym kandydatem, a nie kompromisem między GMem na gorącym krześle i niecierpliwym właścicielem. Życzę Mo jak najlepiej i czekam na dalsze ruchy, które przyniosą odpowiedzi, przynajmniej na niektóre, z pytań nurtujących fanów Pistons. Now, gimme some Mo!!

Czekając na Shawa, czyli kolejna odsłona dysfunkcjonalności

Niewiele dzieje się na froncie w Detroit. Z jednej strony nie ma się co dziwić, bo zbliżamy się do finałów, do draftu jeszcze trochę, a sezon wolnych agentów i wymian też się nie zaczął. Ale, ale!! Czy Tłokom przypadkiem nie brakuje coacha? Wiele z drużyn, które miały wakaty już podjęło decyzje. I tak, długoletni pierwszy asystant Grega Poppovicha, Mike Budenholzer poprowadzi Atlanta Hawks, a były trener Hawks i niegdysiejszy gracz Pistons, Larry Drew przejmie stery w Milwaukee. Podaję te dwa przykłady, bo podobno zarówno Budenholzer, jak i Drew byli w kręgu zainteresowania Pistons.

Przystępując do poszukiwań, Joe Dumars i Tom Gores zapowiadali, że będą bardzo dokładni, ale też będą działać sprawnie. Z przecieków wiemy, że kontaktowano się z wieloma kandydatami, a z tej grupy wyłonili się faworyci - Nate McMillan i Maurice Cheeks. Obydwaj są ponoć rekomendowani przez Joe Dumarsa, ale jak widać to nie wystarcza. Specjaly, nieodpłatny doradca Phil Jackson rekomenduje swojego wieloletniego asystanta Briana Shawa (co za niespodzianka!!!), z którym nie można przeprowadzić rozmowy, bo zarząd Indiana na to nie pozwala, dopóki Pacers są w grze. A czas płynie. Nie mamy gwarancji, że uda się pozyskać Shawa, któremu ponoć uważnie przyglądają się Los Angeles Clippers. Tymczasem możemy stracić kolejnego z kandydatów. Co więcej, jakby się ten proces nie skończył, coraz jaśniej widać, że Tom Gores nie ufa Dumarsowi przy wyborze coacha, co z kolei niszczy reputację organizacji i może zniechęcić potencjalnych kandydatów.

Starałaem się podchodzić optymistycznie do zaangażowania Phila Jacksona w proces wyboru coacha, ale wygląda to coraz gorzej. Chociaż Detroit było w dołku przez ostatnie lata, Dumars wciąż jest szanowany w lidze i na pewno swoją osobą nikogo nie odstrasza. Natomiast próby ręcznego sterowania owszem. Jeżeli Pistons uda się zaangażować Shawa pozostaną wątpliwości dotyczące sposobu wyboru i pozycji Joe D. Shaw będzie postawiony w niekomfortowej sytuacji nie ze swojej winy. Obecnie wygląa to więc tak, że niezaangażowanie któregoś z faworytów Dumarsa będzie w oczach opinii publicznej dowodem na podział  i brak zaufania na linii GM - właściciel. Czy tak to musiało wyglądać?

Tłok

... w czołówce draftu zepchnął Detroit na 8 miejsce. Wizards, którzy mieli takim sam bilans, ale byli rozstawieni za Pistons, wskoczyli na ostatnie miejsce w Top 3. Znów wygrali Cavs, nasi rywale z dywizji.

Niezbyt liczyłem na łut szczęścia i nie jestem spacjalnie zawiedziony. Ponoć draft ma być słaby, bez wyraźnego lidera stawki. Ale wiecie jak to jest. Próby oceny potencjału graczy uniwersyteckich są, przynajmniej dla mnie, wróżeniem z fusów. Rok temu oglądałem sporo NCAA. I co? Nie mówię już, że ja, ale kto z analityków przewidywał, że Anthony Davis nie zdobędzię nagrody dla debiutanta roku? OK, Damian Lillard też miał dobrą prasę i z czasem zaczęto sugerować, że został postawiony w doskonałej sytuacji żeby podjąć wyzwanie i pokazać się, nie tylko jako gracz pierwszej piątki, ale lider drużyny. Ale i tak zaskoczył. Thomas Robinson stał się niewidoczny (jak wielu przed nim w Sacramento), a Harrison Barnes grał w półfinałach konferencji jako podstawowy gracz pierwszej piątki i dłuższymi chwilami brał ciężar gry na siebie. W końcu, Andre Drummond miał być wilekim niewypałem.

Więc, bez udawania, że mam jakąś wielką wiedzę, niebawem  napiszę o kilku graczach, którzy mogą się znaleźć w kręgu zainteresowania Tłoków. Stay tuned!!

Druga drużyna z Detroit ...

Andre Drummond i Kyle Singler zostali wybrani do drugiej piątki debiutantów sezonu 2012/13. Ouch ... Singler powinien czuć się doceniony, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego problemy w drugiej części sezonu i to, że był wybrany w drugiej rundzie draftu. Natomiast Drummond po raz kolejny nie zdobył uznania, na które zasługuje. Najpierw skończył na 4tym miejscu w głosowaniu na debiutanta roku. Teraz nie znalazł się w pierwszej piątce rookies, co jest jeszcze większym przeoczeniem. Ale cóż, nie to jest najważniejsze. Jak wszystko potoczy się dobrym torem, już niedługo Dre powinien narobić trochę szumu w lidze. Tymczasem podziękujmy Lawrence'owi Frankowi za to, że wystawiał go na 20 minut i nie pozwolił by dokładnie przyjrzano się jaki ma potencjał.

Wyboru dokonali pierwsi trenerzy drużyn. Nie można głosować na swoich zawodników. Oto pierwsza i druga piątka:

Damian Lillard (Portland)
Bradley Beal (Washington)
Anthony Davis (New Orleans)
Dion Waiters (Cleveland)
Harrison Barnes (Golden State)

Andre Drummond (Detroit)
Jonas Valanciunas (Toronto)
Michael Kidd-Gilchrist (Charlotte)
Kyle Singler (Detroit)
Tyler Zeller (Cleveland)

Jak widać, pozycja na boisku nie ma znaczenia, co czyni ten wybór jeszcze dziwniejszym. Drummond zaliczył najwięcej ofensywnych zbiórek pośród rookies. Był jedynym graczem w lidze, którego średnie na 36 minut były na poziomie przynajmniej 10 pkt, 10 zbiórek, 1.5 przechwytu i 2.5 bloku. Przebywając na parkiecie średnio niespełna 21 minut, zaliczył  7.9 pkt, 7.6 zbiórek, 0.5 asysty, 1.6 bloku, 1 przechwyt,  przy skuteczności ponad 60% z gry i 37% z osobistych ... ;-) Now, show some love, will you!!!

Karuzela z trenerami ...

... a raczej kandydatami na trenera Pistons, powoli zaczyna się kręcić. Ale nie chcę się bawić w oceny i spekulacje. Mam za małą  wiedzę. Owszem, w przypadku coachów z doświadczeniem, jak Nate McMillan, który wczoraj spotkał się z Joe Dumarsem i zarządem, mogę się wypowiedzieć. Ale czy to znaczy, że znany trener będzie lepszy? Pistons ponoć preferują  byłego zawodnika i kogoś z doświadczeniem. OK, ale nie zapominajmy, że musi to być przede wszystkim ktoś kompetentny. Nie należy z zasady unikać kandydata mniej doświadczonego. No i nie można wykluczyć, że ktoś z grupy asystentów, jak Mike Budenholzer, David Fizdale, Kelvin Sampson, czy Brian Shaw po prostu okaże się najlepszy. Pamiętajmy, że Chuck Daly, zanim został coachem Tłoków, miał niecały rok doświadczenia na stanowisku i bilans 9 - 32 w Cleveland, skąd został zwolniony. Cóż, w procesie wyboru coacha, szczególnie jeżeli nie jest się drużyną z elity i nie można przebierać wśród największych nazwisk, jest tyle uwarunkowań niedostępnych dla fanów, że ciężko dokonać rzetelnej oceny kandydatów. Cieszył bym się z wyboru McMillana, bo wiem, że jest kompetentny, konsekwentny i potrafi nadać tożsamość drużynie, czego w Detroit nie było już od ładnych kilku lat. Natomiast, czy w grupie mniej znanych postaci nie kryje się jakiś As? Chcąc nie chcąc, ocenę trzeba pozostawić Joe Dumarsowi. Na rozmowy z asystentami w sztabach drużyn walczących w play off trzeba będzie poczekać. Pistons chcą przeprowadzić ten proces bardzo solidnie. Z drugiej strony, wiele drużyn ma wakaty na pozycjach głównego coacha, więc efektywność działania może okazać się wysoce porządana.

Z ostatniej chwili!! Z inicjatywy właściciela Toma Goresa, Pistons zamierzają zatrudnić w roli doradcy ... Phila Jacksona. Ma to być umowa na czas przeprowadzenia procesu wybory nowego coacha. Co więcej, Jackson nie będzie pobierał wynagrodzenia i traktuje swój wkład jako przysługę dla przyjaciela Toma Goresa. Pierwsze pytanie, jakie się nasuwa, co na to Joe D? Na pewno nie będzie publicznie narzekał, ale czy to znaczy, że jego pozycja jest zagrożona? Nie sądzę. Głos kogoś tak doświadczonego i utytułowanego może pomóc. Co więcej, Dumars wyrobił sobie reputację niecierpliwego zwierzchnika, więc jeżeli autorytet Jacksona przekona utytułowanego kandydata, do przyjęcia ryzykownej roli głównego coacha w Detroit, tym lepiej. Natomiast rozwój wydarzeń stoi w sprzeczności z niedawnymi przeciekami, jakoby po zaangażowaniu w wybór poprzedniego coacha, Tom Gores miałby tym razem oddać całą władzę w ręce Dumarsa. Cóż, jeżeli Gores chce aktywnie uczestniczyć w tym procesie, dobrze, że posiłkuje się autorytetem Jacksona. Jednak pozostają wątpliwości co do podziału władzy i odpowiedzialności w klubie. Co by nie mówić o Dumarsie, oczyścił  cap space, dobrze wybrał w drafcie i ustawił drużynę w pozycji do odbudowy. Dwa lata temu Tom Gores zatrudnił w roli doradcy Dave'a Checkettsa, który pomagał przy wyborze coacha. Wybór padł na faworyta Toma Goresa, Lawrence'a Franka. Teraz doracą ma być Jackson, który, przy okazji, nie jest zbyt popularną postacią wśród fanów Pistons. Mam nadzieję, że wyjdzie nam to na dobre. Robi się ciekawie. Stay tuned!!

Andre Idealny Drummond


Nie, nie wystarczyło mu, że jest największą niespodzianką wśród rookies i najważniejszym graczem dla rozwoju Pistons. Andre Drummond musiał jeszce wykupić stronę w lokalnej gazecie, żeby podziękować fanom i miastu. Damn Dre!! Przegiąłeś!!

Szczęśliwy rzut monetą

Pistons i Wizards skończyli sezon z identycznym bilansem 29 - 53. Tłoki wygrały wszystkie cztery spotkania sezonu regularnego, ale to nie ma znaczenia w przypadku rozstawienia do losowania w drafcie. Tutaj miał rozstrzygnąć rzut monetą, który okazał się szczęśliwy dla Detroit. Tym samym, o ile żadna z drużyn nie zostanie wylosowana w Top 3, Pistons wybiorą wyżej niż Wizards. Mają też przypisaną jedną więcej kombinację przed losowaniem. Pistons są rozstawieni z numerem 7. A więc jesteśmy na znanym terytorium. Detroit ma też wybór 38 oraz 56 w drugiej rundzie. Rozstawienie Top 7 i liczba kombinacji na 1000 przed losowaniem prezentują się następująco:
  1.  Magic 250 
  2.  Bobcats 199 
  3.  Cavaliers 156 
  4.  Suns 119 
  5.  Hornets 88 
  6.  Kings 63 
  7.  Pistons 36

Lawrence Frank is out



Lawrence Frank został zwolniony po dwóch sezonach. Pod jego kierownictwem Pistons zanotowali bilans 54 - 94. Podobno Lawrence Frank był kandydatem bardziej forsowanym przez Toma Goresa i jego sztab, niż Joe Dumarsa, który preferował Mike'a Woodsona. To tylko spekulacje, ale fani nie mają wglądu w zakulisowe procesy, więc niewiele więcej da się na ten temat powiedzieć. Woodson wykonał świetną robotę w Knicks, co nie znaczy, że w Detroit poradziłby sobie dużo lepiej niż Frank.


Ostatnio Frank wystosował ultimatum, w którym zwracał się do Toma Goresa, żeby gwarantował ostatni, czwarty rok jego kontraktu, albo go zwolnił. Był to desperacki ruch, obliczony na odejście "z twarzą", a nie osiągnięcie czegokolwiek. W zeszłym seoznie Pistons pod wodzą Franka mieli fatalny start 4 - 20.
Przyczynił się do tego lockout oraz nowy system gry. Potem Pistons grali dużo lepiej, tj. na miarę solidnego średniaka. W sezonie 2012/13 mieli kontynuować ten trend. Tak się jednak nie stało. Znów zaliczyli fatalny początek, a kiedy wydawało się, że jest lepiej, wszystko posypało się w lutym i marcu, kiedy zaliczyli katastrofalny bilans 1 - 13. Kontuzje, roszada w składzie, absencja coacha odegrały swoją rolę, co nie zmienia faktu, że Lawrence Frank nie osiągnął sukcesu w Detroit.

Tym samym Pistons znajdują się w sytuacji, do której wszyscy powinni  już się przyzwyczaić. Rozpoczynają poszukiwania ósmego coacha w kadencji Joe Dumarsa (jeden, George Irvine był już na stanowisku, kiedy Joe przejął stery). Sam Dumars był tym, który ogłosił zwolnienie Franka, co  wskazuje na to, że najprawdopodobniej dalej będzie zarządzał klubem.

“We thank Lawrence for his hard work and dedication, but we feel it is in the best interest of the franchise to make a change at this time,” Joe Dumars

Cóż, muszę się z tym zgodzić. Lawrence Frank uporządkował szatnię, poprawił kulturę pracy,  ale nie stworzył z grupy niedopasowanych elementów drużyny, która maksymalizowałaby swój potencjał. Zawiódł, ale nie był też sednem problemu. Teraz Pistons mają pole manewru, które pozwoli im dokonać inwestycji. Zatrudnienie coacha z charyzmą, autorytetem i kompetencjami będzie kolejnym wyzwaniem.
Hmm ... gdyby udało się sięgnąć po kogoś takiego jak Rick Carlisle. Pistons pod jego kierownictwem byli drużyną w przebudowie, która stale rosła w siłę. Ironią losu jest, że Dumars zwolnił tak dobrego trenera, żeby zrobić miejsce jeszcze lepszemu. Klęska urodzaju, he!? Teraz nam  to nie grozi, choć na rynku jest kilka ciekawych nazwisk. Jerry Sloan nie wydaje się realną opcją. Stan Van Gundy trochę bardziej, ale to również mało prawdopodobne. Były coach Blazers i niegdyś świetny obrońca w Seattle Nate McMillan, długoletni asystant Phila Jacksona w Lakers i również były świetny zawodnik, a obecnie asystent z Pacers Brian Shaw mogą być w zasięgu. Jest jeszcze wiele ciekawych nazwisk, ale to już temat na kolejną dyskusję.

Na razie, pożegnajmy Lawrence'a Franka. Osobiście robię to bez żalu, ale też bez szczególnego entuzjazmu. Powodzenia!!